Pl  |  Eng
Festiwalowe Studio Internetowe

Gazeta Festiwalowa

Alicja Morawska-Rubczak
Siła Korczaka

Międzynarodowy Festiwal Teatrów dla Dzieci i Młodzieży KORCZAK jest największym wydarzeniem teatralnym dla młodych widzów w Polsce. W żadnym zakątku kraju nie znajdzie się imprezy zakrojonej na taką skalę i tak wielopłaszczyznowo skupiającej się na dziecku – odbiorcy sztuki, indywidualnej jednostce, istocie wrażliwej, ale i wymagającej.
Program tegorocznego festiwalu jest kontynuacją założeń z minionych lat. Nie sposób jednak nie zauważyć ogromnej skali na jaką zakrojona jest jego 16. edycja. Wielkie  znaczenie ma próba wieloperspektywicznego spojrzenia na młodego widza – od strony sztuki, praktyki artystycznej, pedagogiki, psychologii i filozofii. W programie festiwalu obok 22 intrygujących przedstawień, znajdują się bowiem również happeningi, warsztaty dla dzieci i dorosłych, dyskusje oraz zjawiska podkreślające wymiar terapeutyczny i społeczny teatru.

Część artystyczna festiwalu, w dużej mierze dzięki jego nowemu dyrektorowi Wojciechowi Farudze, świetnie prezentuje tendencje rozwojowe współczesnego teatru młodych widzów, wydobywając jego najwikększe atuty. W repertuarze znajdziemy bowiem zarówno spektakle oparte o klasykę literatury dziecięcej z różnych kręgów kulturowych, jak chociażby Słowik stołecznego Guliwera, Czarnoksiężnik Oz łódzkiego Teatru Lalki i Aktora Pinokio, Księga raju warszawskiego Teatru Żydowskiego czy Królowa śniegu Teatru Baj z Warszawy, obok których prezentowana jest współczesna dramaturgia dla dzieci i młodzieży, tak bardzo promowana przez poznańskie Centrum Sztuki Dziecka. Zdecydowanie cieszy obecność w programie aż 3 przedstawień sięgających po teksty Maliny Prześlugi – bodaj najbardziej utalentowanej dramatopisarki dla dzieci ostatniego pięciolecia, której teksty wciąż jeszcze wystawiane są bardzo żadko. Widzowie KORCZAKA zobaczyć będą mogli jej Najmniejszy bal świata z Baja Pomorskiego w Toruniu, Bleee... z rzeszowskiej Maski oraz Grajkółko poznańskiego Teatru Atofri. Już samo spojrzenie na te przedstawienia pokazuje ciekawe trendy polskiego teatru dla dzieci. Inspirujące wykorzystanie multimediów (Najmniejszy bal świata), przekraczanie tabu brzydoty czy niepełnosprawności w reggującym Bleee... czy wykorzystujące w świetny sposób abstrakcyjne myślenie najmłodszych widzów Grajkółko. Spektakl w wykonaniu Teatru Atofrima wszystkie atuty instalacji sztuki współczesnej, połączone ze świetną zdolnością komunikowania się z nawet kilkunastomiesięcznymi dziećmi. Do nurtu teatru dla najnajmłodszych dołącza na tegorocznym festiwalu również Podłogowo LALE.teatr z Wrocławia oraz Brzdęk, stuk, puk... Teatru o.N. – najciekawszej berlińskiej grupy tworzącej dla dzieci do 5 roku życia.
Wiele propozycji teatralnych festiwalu zainteresuje z pewnością również dorosłych. Organizatorzy podjęli jednak także wyzwanie włączenia do programu spektaklu dla najtrudniejszego widza – młodzieży. Tajemnice i problemy dojrzewania, sytuowane na granicy jawy i snu zgłębia Wnyk Opolskiego Teatru Lalki i Aktora, przedstawienie obsypane nagrodami również dla autora sztuki – Roberta Jarosza, dramatopisarza i reżysera, którego twórczości naprawdę warto się przyglądać. Nad sekretami dzieciństwa pochylają się natomiast twórcy Tajemiczego dziecka zrealizowanego przez Teatr Lalka, w którym historia snuta jest przez aktorów i animowane z dużą maestrią lalki.
KORCZAK 2012 to festiwal, który pokazuje również ciekawie różnorodność gatunkową współczesnego teatru dla dzieci. Obok lalek, teatru formy czy dramatycznego, w programie znalazły się także propozycje tak bardzo marginalizowanej w naszym kraju dziedziny – teatru tańca. W tym nurcie Mikrokosmos. Kompozycje Białostockiego Teatru Lalek, Farfalle Compagnie TPO (Włochy)  oraz XL  Compagnie Irène K. (Belgia), wszystkie przedstawienia przygotowane z myślą o widzach w różnym wieku. Reprezentantem gatunku nowego dla teatru młodego widza jest przedstawienie Emil i detektywi – Dječje Kazalište Branka Mihaljevića (Chorwacja), sięgający po coraz popularniejszy również w naszym kraju kryminał teatralny. Nie zabraknie też przedstawień odwołujących się  do tradycji cyrku w naprawdę świetnym wydaniu, tutaj dwa zagraniczne przedstawienia Cyrk na trzech łapach – Théâtre Oz (Belgia) oraz Cyrk sierot – Les Sages Fous (Kanada). Obejrzeć będzie można także przedstawienia łączące różne dziedziny sztuki, tutaj prawdziwa gwiazda festiwalu z przepięknym spetkaklem inspirowanym malarstwem hiszpańskiego geniusza PICABLO w hołdzie Pablo Picasso – TAM Teatromusica (Włochy) oraz łączący taniec i marionetki Kabaret na strunach – The Fifth Wheel (Niemcy).
Różnorodność, ale i jakość (sporo z prezentowanych spektakli miałam okazję już widzieć) wielu z zaproszonych do Warszawy przedstawień, buduje naprawdę ciekawy obraz współczesnego teatru dla dzieci i z pewnością dostarczy widzom interesujących doznań teatralnych.

Naprawdę warty uwagi jest również dział programu zatytułowany ZDARZENIA poświęcony dwóm najważniejszym postaciom polskiego teatru dla dzieci. Obok czerpania z myśli wielkiego patrona festiwalu – Janusza Korczaka, organizatorzy festiwalu sięgnęli do dorobku innego wybitnego polskiego twórcy teatralnego i pedagoga – Jana Dormana. Podczas festiwalu odbędzie się premiera wydarzenia przygotowywanego przez Instytut Teatralny im. Z. Raszewskiego w Warszawie – Teatralnego Placu Zabaw Jana Dormana, który łączy w sobie elementy przedstawienia i instalacji. Przede wszystkim jednak dotyka tematu wojny – problemu najbardziej marginalizowanego przez współczesny polski teatr dla dzieci.

W kontekście Światowego Kongresu ASSITEJ – największego festiwalu teatru dla dzieci i młodzieży na naszej planecie, który planowany jest na 2014 rok w Warszawie, warto podkreślać wagę, siłę i oryginalność myśli i dzieła polskich twórców. Nasz rodzimy teatr dla dzieci jest naprawdę świetny. Moim zdaniem sytuuje się w czołówce światowej ze względu na swoją jakość artystyczną, estetyczną, poznawczą oraz intelektualną, a także w wielu przypadkach dzięki próbom dzielenia się z dziećmi mądrością, daleką od wymuszonego dydaktyzmu. Polski teatr młodych widzów nie unika światowych trendów, ale buduje jednocześnie własną jakość. Wierzę, że program festiwalu KORCZAK 2012, w którym 14 świetnych przedstawień polskich pokazanych zostanie obok 8 spektakli najlepszych grup ze świata, będzie doskonałym potwierdzeniem moich słów.

13.10.2012

Festiwal Korczak zakończony

Mam dobrą i złą wiadomość. Zła jest taka, że XVI Międzynarodowy Festiwal Teatrów dla Dzieci i Młodzieży KORCZAK 2012 został zamknięty. A dobra – i my – publiczność, i artyści już wiemy, które spektakle zasłużyły na wyróżnienie, a jakie przedsięwzięcie zostało uznane za najlepsze.

Jury w składzie Eva Ĉarska (Słowacja), Hanna Baltyn (Polska) i przewodniczący Marek Chodaczyński (Polska) po obejrzeniu 13 spektakli konkursowych postanowiło wyróżnić: Roberta Jarosza i zespół aktorski Opolskiego Teatru Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki za spektakl "Wnyk", Anetę Harasimczuk i Grzegorza Felusia za role w spektaklu "Tajemnicze dziecko" Teatru Lalka w Warszawie.

Jury przyznało nagrodę "Kota w worku" zespołowi LALE.Teatr z Wrocławia za spektakl: "Podłogowo".

Nagrodę "Złocisty" zdobył spektakl "Mikrokosmos. Kompozycje" w reżyserii Roberta Drobniucha, ze scenografią Adama Walnego i choreografią Karoliny Garbacik, powstałego w wyniku współpracy Białostockiego Teatru Lalek i Podlaskiego Stowarzyszenia Tańca.

Jury wyraziło uznanie dla twórców i realizatorów pozakonkursowego spektaklu "Przygody małego M." Stowarzyszenia Przyjaciół Teatru "Arka" z Wrocławia. Przedstawienie to nie mogło wziąć udziału w konkursie, ponieważ jest efektem współpracy profesjonalistów sceny i niepełnosprawnych amatorów, którzy aktorami są z zamiłowania i wielkiego pragnienia.

Swoją nagrodę, jak co roku, przyznawały również dzieci. Jurorzy-juniorzy XVI Międzynarodowego Festiwalu Teatrów dla Dzieci i Młodzieży Korczak 2012 w składzie: Martyna Dębska, Joanna Mahor, Zuzanna Dworak, Helena Dąbrowska i Tomasz Bańburski szczególnie docenili artystów, którzy podjęli się trudnego zadania stworzenia sztuki dla najmłodszych widzów. To aktorzy Wrocławskiego Teatru Lalek, twórcy spektaklu "Podłogowo" i grupa Atofri z Poznania, która zrealizowała przedstawienie "Grajkółko". Dzieci podziękowały również aktorom Białostockiego Teatru Lalek i tancerzom Podlaskiego Stowarzyszenia Tańca za ukazanie w tańcu i pantomimie fascynującego świata owadów w przedstawieniu "Mikrokosmos. Kompozycje."

Zdaniem młodych jurorów najbardziej interesujące kostiumy i charakteryzację zobaczyli w spektaklu "Słowik" Teatru Guliwer z Warszawy, a najciekawszą scenografię w "Królowej Śniegu" Teatru Baj z Warszawy.

Z uznaniem wypowiadali się o spektaklu "Najmniejszy bal świata" z powodu jego nowoczesnej formy i multimedialności przedsięwzięcia.

Nagroda "Ziarenko" dla najlepszego spektaklu powędrowała do "Tajemniczego dziecka" Teatru Lalka z Warszawy. A wiadomo, że nagroda z rąk dzieci jest najważniejsza, bo te wszystkie spektakle powstały z myślą właśnie o nich.

"Zamykamy XVI Międzynarodowy Festiwal Teatrów dla Dzieci i Młodzieży KORCZAK 2012" – powiedziały dwie małe dziewczynki, zaproszone na scenę. Szkoda. Ja już z niecierpliwością czekam na Festiwal Korczak 2013.

Zuzanna Talar

12.10.2012

Zwierz o pięciu łapach i inne osobliwości

Przedostatni dzień festiwalowych wydarzeń to dzień poświęcony wyłącznie teatrom zagranicznym. W Teatrze Rampa zaprezentował się Théâtre Oz z Belgii ze spektaklem "Cyrk na trzech łapach". Słowo "łapa" w tytule podpowiada, że będziemy mieli do czynienia z ciałem – nieludzkim, ale – jak się okazuje – ludzkim też. Ale oryginalny tytuł "Le cirque à trois pattes" jeszcze lepiej określa specyfikę tego spektaklu: nawiązuje do francuskiego idiomu "bête à cinques pattes" (dosłownie "zwierzę o pięciu łapach"), co oznacza mniej więcej tyle co "dziwadło", coś niespotykanego.

I rzeczywiście jest tu, czym się zadziwić, bo w cyrku trzech aktorek pojawia się cała seria niecodziennych postaci i zjawisk, które mają małego widza rozśmieszyć i zainteresować. Jeszcze przed spektaklem aktorki zachęciły młodych widzów do tego, by zachowały dystans do sztuki teatru: przedstawiły się i zaprosiły widzów do oglądania przedstawienia. I ten dystans i luz towarzyszy całemu przedstawieniu: konwencja cyrkowa jest w spektaklu mocno wzięta w nawias.

Jak na pokazie obwoźnego cyrku mamy tutaj serię gagów, trików i osobliwości, dla których punktem wyjścia są części ludzkiego ciała: kobieta, u której pomylił się przód z tyłem, kobieta bez głowy, wdzięczne wokalne trio, bezgłowy, czworonożny zwierz, parasol na nogach, mamy też artyst(k)ę w meloniku o niezwykle rozciągliwych nogach, teatr cieni, zabawę dźwiękami mowy (akurat francuskiej, choć do przedstawienia artystki wplotły dla potrzeb tej inscenizacji polskie słowa), à la chaplinowskie gagi (najcieplej przyjęte przez młodych widzów – od trzech lat w górę) oraz wiele, wiele innych quasi-cyrkowych pomysłów. Przy realizacji kolejnych numerów pomagała, stanowiąca tło spektaklu, wielofunkcyjna zastawka w kształcie trapezu.

Propozycja Teatru Oz stoi w ciekawej opozycji do także piątkowego pokazu "Cyrku sierot" kanadyjskiego zespołu Les Sages Fous – przedstawienia zachwycającego technicznie i o wiele bardziej wyszukanego, wymagającego niezwykłej precyzji ze strony lalkarzy, acz mrocznego i niepokojącego. Tam także nie zabrakło wariacji na temat ludzkiego ciała, jednak miały one charakter nieco psychodeliczny – toteż i marionetkowe przedstawienie przeznaczone było dla o wiele starszej publiczności. Biegunowość, z jaką oba zespoły zainspirowały się estetyką cyrku pokazuje tylko, jak wielkie jest bogactwo sztuki teatru.

Urszula Bisek

"Cyrk na trzech łapach"
Théâtre Oz – Belgia
scenariusz i reżyseria oraz obsada: Nathalie Delvaux, Zosia Łądomirska, Florence Laloy
scenografia: Sandrine Clark
muzyka: Nathalie Delvaux, Jean-Marc Zelwer

12.10.2012

Monstra upiornego cyrku

Już we foyer słychać było pogłoski, że czeka nas coś przerażającego, a małe dzieci powinny zacząć się bać. Wśród widzów zapanowało lekka obawa. Wchodziliśmy na widownię niepewni tego, co może nas tam spotkać, tym bardziej że w całej sali panował półmrok. Scenografia przedstawiała jakiś zapomniany miejski zaułek – wewnętrzny narożnik metalowego ogrodzenia nigdy niedokończonej budowy, kosz na śmieci. Tak, tu rzeczywiście mógłby dopaść nas ktoś nieprzyjemny. Złodziejaszek na pewno czyha na nasze komórki. Aha, już tu są i świecą nam po oczach latarkami…! Trzeba pamiętać, że to tylko aktorzy, uff…
To, co straszne, okazuje się jednak czymś zupełnie innym niż wszystko, czego mogliśmy się spodziewać. Bo czym jest najstraszniejszy nawet rzezimieszek wobec niesamowitych kreatur "Cyrku sierot"? Prawdziwa syrena zakochała się w człowieku-ptaku i, w tej brudno-ulicznej wersji baśni Andersena, zrzuciła dla niego swoje rybie łuski. Niezwykły gimnastyk prezentuje swój program. Unosi głowę, rozciąga ręce... Ale zaraz, zaraz: gdzie są jego nogi i korpus? Biedny, zdekompletowany włóczęga. Nie zazna wolności, bo cyrkiem rządzi okrutny maestro, poruszający się latającym taborem. Popatrz, w otwartych drzwiach wozu pojawia się jego nochal i świecące oko.

Lalki obsadzone w roli monstrów upiornego cyrku były podstawową wartością jednego z ostatnich przedstawień tegorocznego Festiwalu KORCZAK. Jedną z cech lalki teatralnej jest jej możliwość przekraczania granic właściwych człowiekowi. Lalka może unosić się w powietrzu, przeobrażać na oczach widzów, istnieć w postaci niekompletnej (głowa plus ręce i nic więcej) a jednak całkowicie sprawnej. Cyrk, dziś kojarzący się głównie z popisami akrobatów i tresurą słonia, dawniej był widowiskową odsłoną gabinetu osobliwości, z karłem, kobietą z brodą i bliźniętami syjamskimi w rolach głównych. I właśnie do tej tradycji odwołali się artyści teatru Les Sages Fous. Spektakl mający posmak podglądania zjawisk paranormalnych został zrealizowany w estetyce brudu, starocia, która kojarzy mi się z dziecięcą zabawą w "sekreciki". Kwiatek, paproszek, zdechłą biedronkę wkłada się do dziurki w ziemi, a następnie przykrywa szkiełkiem. A potem zagląda do środka, podziwiając zielnikowe cudowności.

Magdalena Foks

"Cyrk sierot"
Les Sages Fous – Kanada
reżyseria: South Miller
scenariusz: Jacob Brindamour i South Miller
scenografia: Sylvain Longpré i South Miller
muzyka: Christian Laflamme
obsada: Jacob Brindamour, Catherine C. Mousseau

12.10.2012

Motylem byłam

Co w trawie piszczy, każdy wie, ale ani ja, ani z szacunkiem nikt z czytelników nigdy wielkości robaka nie był i z tak zielonej perspektywy na świat nie patrzył. Choć jest garstka wybrańców. To ci, którzy w przedostatni dzień XVI Międzynarodowego Festiwalu Teatrów dla Dzieci i Młodzieży "Korczak" 2012, przyszli do Teatru Powszechnego.

Artyści Compagnii TPO z Włoch pozwolili widzom być kimś szczególnym, w odpowiednim ku temu miejscu. Motylem. Każdy wie, jak kruche i ulotne jest to piękno. Aktorzy nie dość, że zatrzymali je dla nas w urzekającym widowisku "Farfalle", to uszczknęli rąbka tajemnicy, co znaczy takim stworzeniem być. Na naszych oczach rozegrał się piękny dwuosobowy taniec, współgrający z żywym obrazem, dziełem najnowocześniejszej technologii. W słońcu i wiatrach, wśród łąkowych szelestów i dźwięków, błyszczących robaczków świętojańskich, babiego lata natura chowa w kokonach przed światem motyle. Brzydkie larwy nie spodziewają się nawet cudu, jaki ich czeka, gdy dostaną skrzydeł. Pomalują wszystko swymi barwami.

Mały człowiek zostaje zaproszony do tej krótkiej przygody i staje obok aktorów na teatralnych deskach, a raczej w liściu kapusty, na chybotliwym źdźble trawy, kamieniu. Dzieciaki miały okazję uciekać przed żarłocznymi larwami, omijać pajęczyny, skakać z rośliny na roślinę, umykać przed kroplami deszczu, zupełnie pochłonięte motylim życiem, tańczyły, zostawiały za sobą kolorowe ślady.

Wielkie uznanie dla efektów ciężkiej pracy graficzki Elisy Mersi i informatyka Rossano Monti. To jedyne w swoim rodzaju multimedialne widowisko. Choć grupa specjalizuje się właśnie w tego rodzaju przedsięwzięciach, każde z nich jest inne i niepowtarzalne. Jeden z reżyserów i autorów scenariusza, bo projekt ma aż dwóch ojców, skromny Francesco Gandi, zaskoczony był tak gorącym przyjęciem spektaklu przez młodych widzów, choć przyznał, że praca nad przedstawieniem trwała dwa lata. To długo, jak na krótkie motyle życie.

Zuzanna Talar

"Farfalle"
Compagnia TPO – Włochy
scenariusz i reżyseria – Francesco Gandi, Davide Venturini
grafika komputerowa – Elsa Mersi
dźwięk – Spartaco Cortesi
zaplecze informatyczne – Rossano Monti
kostiumy – Lorettta Mugnai
obsada (tancerze) – Elita Cannata, Cristina D'Alberto

11.10.2012

A w podłogowie chodzimy po wodzie

Podłogowo to miasto, którego granice wyznaczają białe taśmy, naklejone na czarną powierzchnię sceny. Podłogowo to miejsce, które do interaktywnej zabawy zaprasza otwarte ze zdziwienia buzie. Będąc w Podłogowie, w gruszce dojrzeć można "pupę na wieszaku", a w literce "E" – grzebień. Potrzeba materii i widza z wyobraźnią, a tej najwięcej mają najmniejsi.

Ten spektakl dla "najnajmłodszych" widzów (1-5 lat) to przedstawienie skromne, bezpretensjonalne. Prostota jest jego siłą. Użyte przez dwoje aktorów materiały są najprostsze: biały papier, mąka, folia malarska. Natomiast efekty zadziwią nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Z wyciętych z białego papieru kształtów powstaje widowisko przypominające eksplodujące konfetti, z folii powstaje najprawdziwsza woda, z falami i szumem. I chodzą po niej ludzie… leżąc na plecach! Całości dyskretnie towarzyszy prosta i wdzięczna muzyka wokalna opierająca się na harmonijnym współbrzmieniu dwóch głosów.

Dzieci zaproszone są do towarzyszenia aktorom w sposób znów najprostszy – odgadując, jaki element świata przedstawia papierowy kształt i muzykując na czymś tak oczywistym jak… grzechotki. Po przedstawieniu zostały także zaproszone na scenę, aby dotykać, próbować, badać, co uznają za godne eksperymentu.

Choć nie jest to celem teatru dla "najnajów", spektakl stanowi wspaniałą inspirację dla rodziców. Podpowiada, że warto choć na jakiś czas gotowe zabawki odłożyć do lamusa i pozwolić kreować. Materiały, plastyczny umysł dziecka i dyskretne wsparcie rodziców to aż nadto.

Urszula Bisek

"Podłogowo"
Lale.Teatr – Wrocław
reżyseria, scenografia, oprawa muzyczna – Janka Jankiewicz-Maśląkowska, Tomasz Maśląkowski
konsultacja scenograficzna, oprawa graficzna – Mateusz Mirowski
obsada – Janka Jankiewicz-Maśląkowska, Tomasz Maśląkowski

11.10.2012

Magiczna latarnia

Dziś obejrzałam bardzo piękne przedstawienie. "PICABLO – w hołdzie Pablo Picasso" TAM Teatromusica.

Artyści z Włoch posłużyli się techniką tworzonych na żywo animacji komputerowych. Precyzując: obraz z rzutnika składał się z kilku warstw tła i mniejszych elementów animowanych przez aktorów za pomocą płaskiego komputera i rysika. Alessandro i Flavia osiągnęli niezwykłą biegłość w swojej sztuce. Tylko ścisła precyzja i zgranie wszystkich elementów mogło dać satysfakcjonujący efekt, chwilami tak wizualnie zachwycający jak w przeszłości mogły zachwycać latarnia magiczna lub fotoplastikon.

Akcja toczy się w pracowni Mistrza. Widać zastawione sztalugami wnętrze, okno, a za nim zmieniające się krajobrazy. Na początek prezentacja bohatera, rzucane na płótno fotografie i autoportrety Pabla. Wariacje na temat cyrkowych obrazów Picassa. Taniec z piłką. Gołębie. Piękna sekwencja malowania kobiecych portretów, klientki zachwycone swoimi zniekształconymi obliczami. Corrida. Śmierć byka. Napięcie narasta. W kadr wjeżdżają wycinki słynnej "Guerniki" – koń, ręka, twarz zastygła w przerażeniu. Zatrzymanie – wcześniejsze obrazy znikają, pojawia się gołąbek pokoju. Finałowa scena – malowanie światłem, taniec dwojga aktorów z zapalonymi żarówkami, których ruch w magiczny sposób odzwierciedlają rysunki pojawiające się na ekranie w tle. Przesłanie pacyfistyczne wypływa z opowieści o długim, szczęśliwym paśmie twórczości jednego z najsłynniejszych malarzy wszech czasów.

Kunsztowne wykorzystanie technik multimedialnych łączy się i przenika z działaniami aktorów w żywym planie. Taniec, gest, mimika uzupełniają nieustanne gry z komputerowym obrazem. Podstawowy wielki ekran umieszczony w tle ma kontynuację w licznych mniejszych, które dekomponują obraz, wyławiając precyzyjnie wybrane kadry. Małymi ekranami są białe prostokąty – umowne płótna malarskie, wielkie białe wachlarze portretowanych kobiet, plażowy parasol, ciała aktorów, a nawet twarz jednego z nich. Obraz rzucony na aktora transformuje jego ciało, zmienia rysy, ubiera w stroje będące cytatami z obrazów Picassa. Wszystkie materialne i wizualne komponenty przedstawienia – oprócz projekcji kostiumy i rekwizyty są zaczerpnięte z jego twórczości. Przedstawienie jest zbudowane na zasadzie kolażu, wirtualne nożyczki pozwoliły wyodrębnić pojedyncze elementy obrazów i poddać je twórczej animacji. Animacji wbrew pozorom rozumianej dość tradycyjnie: jako poruszanie, ożywianie obiektu – tu w formie widocznego na ekranie obrazka, który aktor porusza rysikiem przesuwanym po czułej na dotyk części komputera. Oprócz tej zastosowano jeszcze kilka technik animacyjnych. Komputerowo zwielokrotnione obrazy tworzą dynamiczne układy. Małe ekrany poruszane przez aktorów wprawiają w ruch wyświetlane na nich projekcje. Kompozycję uzupełniają ogrywane animacyjnie cienie – efekt uboczny światła emitowanego przez rzutnik. Inspirujące.

Magdalena Foks

"PICABLO – w hołdzie Pablo Picasso"
TAM Teatromusica – Włochy
scenariusz, reżyseria, obrazy, muzyka – Michele Sambin
animacje: Raffaella Rivi
kostiumy: Claudia Fabris
systemy interaktywne: Alessandro Martinello
obsada: Flavia Bussolotto, Alessandro Martinello

10.10.2012

Mnemotechnika to zapamiętywanie

Festiwal Korczak to nie tylko stające do konkursu o miano najlepszego spektakle teatrów zawodowych i zagraniczne przedstawienia, grające jako gość honorowy na warszawskich deskach. To również zjawiska teatralne, zdarzenia i warsztaty. Miałam dziś przyjemność zobaczenia spektaklu określonego mianem zjawiska teatralnego. Nie powstał on na profesjonalnych deskach, artystami nie są aktorzy. "Mnemotechniki" w reżyserii Leny Rogowskiej to projekt zrealizowany przez Stowarzyszenie Praktyków Kultury z udziałem… kobiet. Aktorkami są tu i gimnazjalistki, i dojrzałe kobiety, dziewczyny z warszawskich osiedli i z poprawczaka. Kobiety z różnych środowisk, w różnych życiowych sytuacjach, z różnym bagażem doświadczeń i różną przyszłością. Śpiewają w rytmie rap niepowtarzalne opowieści, jak niepowtarzalne są historie każdego człowieka. Ich historie. Wspomnienia szczególne tylko dla odkopującej je z pamięci osoby zderzają się ze wspomnieniami poruszającymi, chwytającymi za gardło. Największe wrażenie zrobił na mnie występ chóru, który wyśpiewał wspomnienie strachu jednej z dziewczyn przed przedszkolem. Tak bardzo się bała przekroczyć próg szatni, że zostawała w niej i czekała, aż mama wróci. "Nie chodziłam do zerówki. Chodziłam do szatni."

"Mnemotechniki" to spektakl multimedialny. Nie wszystkie z dziewczyn biorące udział w przedsięwzięciu stanęły na teatralnych deskach. Niektóre nagrały swe przemyślenia i postawiły kropkę nad "i". Spójne, interesujące przedstawienie na naprawdę wysokim poziomie. To dowód na to, że nie trzeba kończyć teatralnych szkół, żeby być autentycznym i przekonać do swojej historii. Słowa uznania należą się również Davidowi Sypniewskiemu, autorowi wizualizacji. Dawno nie widziałam tak nienachalnego i niebanalnego zarazem multimedialnego dopełnienia całości. Po przedstawieniu młodzież na widowni zadawała artystkom pytania. Ciekawiło wszystko – jak się spotkały, czy historie opowiadają we własnym imieniu, ile wysiłku kosztowało przygotowanie takiego przedsięwzięcia. Kobiety chętnie opowiadały, jak powstawał spektakl, ale to już inna historia…

Zuzanna Talar
"Mnemotechniki"
Stowarzyszenie Praktyków Kultury - Warszawa
reżyseria: Lena Rogowska
muzyka: Kamil Bielecki, Tomasz Krzyżanowski, Sebastian Tomczyk
efekty dźwiękowe: Graża Malinowska
opieka wokalna: Magda Kowalska, Ewelina Przywara
wizualizacje: David Sypniewski

09.10.2012

Żale grubasów

We wtorkowy poranek festiwalowi widzowie mieli okazję zobaczyć spektakl belgijskiego teatru Compagnie Irène K. o jednoznacznym tytule "XL". Troje aktorów, o dopasowanych do rozmiaru XL kształtach, wytańczyło wszystkie żale grubasów. "Wy myślicie, że my wciąż tylko jemy, przyglądacie nam się ukradkiem, dziwicie naszym ciałom, a my, zupełnie jak wy, lubimy się bawić, zawieramy przyjaźnie, zakochujemy… Jesteśmy tacy sami…"

Motywem przewodnim przedstawienia jest jabłko, symbol grzechu. Grubasy noszą je w spodniach, bawią się nimi, całują je. Dla nas to powszedni, dla nich zakazany owoc. Bo tym owocem pożądania jest normalność. Chcą jej i potrzebują, jak każdy, jak my wszyscy.

Podczas spektaklu nie padało ani jedno słowo, a wszystko było jasne. Brzydota, nieforemność, nieatrakcyjność to nie cechy charakteru człowieka, a fizis, która zawsze pozostanie tylko zewnętrznością. W ostatniej, bardzo symbolicznej scenie, aktorzy zdejmują z siebie kilogramy, a pod spodem kryje się piękno i niepowtarzalność każdego z nich. Ich wnętrza nie miały nadwagi, były jedyne w swoim rodzaju i… piękne.

Zuzanna Talar

"XL"
Compagnie Irène K. – Belgia
scenariusz: Irène Kalbusch
kostiumy: Sabine Kreiter
scenografia: Céline Leuchter
muzyka: Viola Kramer i Danny Gallo
obsada (tancerze): Hiroshi Wakamatsu, Masami Sakurai, Arden Metford

08,09.10.2012

Dawno temu w trawie

Tych dwóch spektakli prócz bohaterów w chitynowych pancerzykach nie łączy prawie nic. Może prócz poczucia humoru wynikającego z natury dziwnych wielkookich i wielkogłowych stworzeń zamieszkujących okoliczne trawniki.

"Mikrokosmos" Białostockiego Teatru Lalek to przedstawienie teatru tańca. Przewodnikami po owadzim świecie jest humorystyczne sportretowane stadko much – charakteryzują je kaski motocyklowe i dziwne okulary. Wejścia, a właściwie naloty muszek, to intermedia łączące podstawowe sceny. Na niezwykle istotnych z punktu widzenia motoryki ruchu rekwizytach silne piętno odcisnął scenograf, lalkarz-konstruktor Adam Walny. "Rekwizyty" to właściwie nieodpowiednie słowo, bo przedmioty, o których mowa, są zrośnięte z postaciami. Mają kolosalny wpływ na sposób poruszania się tancerzy, można wręcz powiedzieć, że ruch został wyprowadzony z rekwizytu. Przedstawienie rozgrywa się w pustej przestrzeni i półmroku. W takiej scenerii mocno wybrzmiewają przedmioty z metalu blikujące światło. Motyle tańczą ze srebrzystymi półkolami, obracają je w powietrzu przywołując ruch skrzydeł. Cechą charakterystyczną pasikoników są długie sterczące odnóża – tyczki z metalu. Ślimaki są skrępowane metalowymi obręczami. Pająk składa się z kilku segmentów: aktor plus jedna para zagiętych nóg. Każda scena opowiada spointowaną anegdotkę. Przedstawieniu brak ciągłości fabularnej, jednak profesjonalizm wykonania i czystość formy budzi szacunek. Taniec współczesny sprawdza się jako formuła, język teatru dla młodego widza.

Na drugim biegunie mieści się musicalowe "Bleee..." Teatru "Maska" z Rzeszowa. To już drugi tekst Maliny Prześlugi (po "Najmniejszym Balu Świata") na tegorocznym festiwalu. Współczesny język, atrakcyjne dla dzieci poczucie humoru, gra z baśniowymi schematami są znakami firmowymi autorki, do których odnieść musi się każdy reżyser biorący na warsztat jej sztuki.

"Źli, paskudni, zdziwaczali / takich trzymać jak najdalej" – śpiewa banda owadzich wyrzutków zamieszkujących stary autobus. Aktorzy grają w żywym planie, każdemu odpowiada miękka, kolorowa lalka w typie muppeta. Opowieść małego motylka, odrzuconego indywidualisty, który zamiast wielbić nieobecną królową chce grać na trąbce, jest prostą historyjką o pragnieniu akceptacji, próbie odkrywania w sobie pozytywnych cech. To przedstawienie ma energię, zwłaszcza dzięki wykonywanym z werwą songom ("trzęsę sadłem / jestem piękna!"). Klimat dzieci kwiatów, muzyka, w której pobrzmiewają echa hitów na miarę "Satisfaction", dobrze komponuje się z opowiastką z życia mieszkańców łąki.

Trochę szkoda, że w części rozgrywającej się wokół autobusu scenografia jest tak statyczna. Bezruch przełamują dynamiczne piosenki, jednak autobus sam w sobie jest zbyt mało wyeksploatowany. Niedostatkiem bywa też wokalna forma niektórych wykonawców: po prostu ich nie słychać. Śpiew na żywo jest wielkim plusem przedstawienia, jednak brak komunikacji z widownią to spory problem. Brawa za dopracowanie koncepcyjne spektaklu – pracownik techniczny w stroju biedronki rozłożył mnie na łopatki.

Magdalena Foks

"Mikrokosmos. Kompozycje"
Białostocki Teatr Lalek / Podlaskie Stowarzyszenie Tańca
scenariusz i reżyseria – Robert Drobniuch
scenografia – Adam Walny
choreografia – Karolina Garbacik
obsada: Łucja Grzeszczyk, Michał Jarmoszuk, Dorota Baranowska, Katarzyna Jankowska, Adam Bartoszewicz, Dorota Szyc

"Bleee…"
"Maska" – Rzeszów
autor: Malina Prześluga
reżyseria: Laura Słabińska
scenografia: Marika Wojciechowska
oprawa muzyczna: Piotr Nazaruk
choreografia: Marta Bury
opieka artystyczna: Jacek Malinowski
obsada: Monika Szela, Kamila Korolko. Jadwiga Domka, Kamil Dobrowolski, Robert Luszowski, Piotr Pańczak

11.10.2012

Plastikowa, zła królowa

Szósty dzień Międzynarodowego Festiwalu Teatrów dla Dzieci i Młodzieży i kolejny spektakl, który stanął do konkursu o laur „Złocistego”. „Królowa śniegu” zrealizowana i zaprezentowana została w Teatrze Baj. Każdy zna tę piękną baśń Jana Christiana Andersena. Słowacki reżyser Kamil Ziška uległ jej urokowi, i napisał adaptację, która nie odbiega od zamysłu autora. W swym spektaklu przeprowadza młodych widzów przez dobrze nam znaną historię dwojga przyjaciół, Gerdy i Kaja.

Do oka chłopca wpada okruch z rozbitego lustra złej Królowej Śniegu. Staje się złym dzieckiem, które zaczyna nienawidzić wszystko i wszystkich, których kochał. Szybko trafia do lodowego królestwa. Niezniechęcona odmianą przyjaciela Gerda wyrusza, by wyrwać go z rąk złej królowej. Silną miłością do przyjaciela dziewczynka przezwycięża trudności i odnajduje zamek Królowej Śniegu. Zamrożone na lód serce Kaja nie chce przyjąć pomocy przyjaciółki, ale dobro i czystość, które Gerda niesie ze sobą, pomagają rozpuścić lodowe dyby, w których ugrzęzło serce chłopca.

Stara baśń o zwycięstwie dobra w walce ze złem, zrealizowana w iskrzącej się, plastikowo-białej scenerii spod ręki Mariety Golomehovej.

Zuzanna Talar

"Królowa śniegu"
Teatr Baj – Warszawa
przekład z języka słowackiego: Justyna Wodzisławska
adaptacja, reżyseria, muzyka: Kamil Ziška
scenografia: Marieta Golomehova
obsada: Marta Gryko, Hanna Kinder-Kiss, Aneta Płuszka, Piotr Michalski, Marek Zimakiewicz, Marcin Marcinowicz

8.10.2012

Z kwiatami do Korczaka

Złożenie kwiatów pod pomnikiem Korczaka nikogo nie dziwi. W końcu mamy rok korczakowski, w końcu trwa XVI Międzynarodowy Festiwal Teatrów dla Dzieci i Młodzieży "Korczak". Ale zasypanie Korczaka kwiatami… już tak.

Teatr Lalka, jak co roku podczas Festiwalu, na chwilę zamienił się w kwiaciarnię, a festiwalowi współpracownicy w niezbyt znające się na biznesie kwiaciarki… W wazonach mieli tylko słoneczniki i… chętnie rozdawali je dzieciom. Każdy młody widz, który pojawił się w teatrze, obdarowany złocistym słonecznikiem, symbolem Festiwalu, biegł do parku, gdzie stoi Korczak z gromadką dzieci. Nikomu nie przyszło jednak do głowy składanie kwiatów pod pomnikiem. Mali teatromani wspinali się i utykali słoneczniki wielkiemu pedagogowi w dłonie, pod pachami, wtykali w buty, w kieszenie płaszcza. Dopiero kiedy Korczak nie radził sobie już z naręczem kwiatów, rozczarowane dzieci zaczęły układać je u jego stóp.

Zuzanna Talar

8.10.2012

Emil – po chorwacku i polsku brzmi tak samo

Dziś drugi dzień tygodnia i drugi spektakl zza granicy, czyli gość specjalny uświetniający Festiwal KORCZAK. "Emil i detektywi" Teatru Dziecięcego Branka Mihaljeviča z Chorwacji to przedstawienie dla wytrawnych widzów. Jest prowadzący narrację chór, jest niemal zupełny brak scenografii. Stanowią ją jedynie wnoszone na scenę przez aktorów walizki, które stają się schodami, wieżą telewizyjną, Bramą Brandenburską, bankiem czy więzieniem.

Poczułam się jak na spektaklu dla dorosłych. Widać, że artyści traktują widza śmiertelnie poważnie i robią po prostu dobry teatr. Bez taryfy ulgowej. Dziś widzem były przedszkolaki i dobrze się stało. Myślę, że dla nich bariera językowa po prostu nie istniała. Dialogi można odesłać na drugi plan, gdy obrazy na scenie są tak sugestywne. A kto inny, jak nie małe dzieci, potrafi czytać między słowami i skupić się na sensie przekazu, pomijając zwykłą komunikację… Organizatorzy Festiwalu, zapraszając ten spektakl na deski warszawskiego teatru, pokazali, że wierzą w warszawską publiczność i nie pomylili się. Słyszałam, jak te maluchy, wychodząc z teatru mówiły między sobą, że "to było super"…

Bo jakie, jeśli nie super, skoro mały widz mógł się w pełni utożsamić z bohaterem spektaklu. Mały jeszcze Emil jedzie sam do Berlina. Wiele razy słyszy, by pilnował pieniędzy. Trafia do ogromnego, obcego miasta, gdzie od razu jest… okradziony. Boi się zgłosić sprawy na policję, bo… kto by się nie bał, gdyby niedawno pomalował kredą pewien pomnik? Szybko znajduje więc przyjaciół, którzy chętnie włączają się w śledztwo, mające doprowadzić do ujęcia złodzieja. Czy im się udało? Trzeba będzie pojechać do Chorwacji…

Zuzanna Talar

"Emil i detektywi"
Teatr Dziecięcy Branka Mihaljeviča – Chorwacja
na motywach powieści Erica Kästnera
reżyseria i scenografia: Nikola Zavišić
scenariusz: Nikola Zawišić / Davor Špišić
muzyka: Willem Miličević
kostiumy: Mateja Benedetti
ruch sceniczny: Dunja Jocić
graffiti: Boris Staković, Srđan Toth
obsada: Mladen Vujčić, Đorđe Dukić Areta Ćurković, Snježana Ivković, Ivica Lučić, Tihomir Grljušić, Lidija Helajz, Zvjezdana Bučanin, Inga Šarić, Aleksandra Colnarić

8.10.2012

Kamień jak wygląda, każdy wie

Jeśli jest ktoś, kto uważa, że trzeba mieć przynajmniej kilka lat, żeby nadawać się na widza, przykro mi, myli się. Spektakl „Brzdęk, puk, stuk * - cienie głosów i kamieni… w domu, na naszej ziemi…” przyjechał z Niemiec do najmniejszych z najmniejszych. Na widowni widziałam maluchy w nosidłach. Artyści zaprosili swoich małych teatromanów do bardzo dobrze znanego im świata matki natury… do królestwa kamienia. Nawet jeśli ktoś nie zdążył jeszcze poznać kamienia osobiście, to pamięć komórkowa, która w każdym z nas przecież drzemie, podpowiada, że to odwieczny element naszego naturalnego otoczenia. Nasi przodkowie żyli przecież w jaskiniach, kamieniami wskrzeszali ogień, a ich dzieci bawiły się niczym innym, jak… kamykami. Aktorzy z dziecięcą wręcz spontanicznością grali na kamieniach niczym cymbałach, wydobywając dźwięki, o które nie podejrzewałabym tych szarych, pospolitych mieszkańców ziemi. Ale z kamieni powstała też twarz i wcale nie była kamienna... przybierała każdy wyraz, dzięki brwiom… z kamienia oczywiście.

Artyści budowali to, co małe dzieci budować lubią najbardziej – wieże, które po osiągnięciu rekordu swej wysokości waliły się z łoskotem na sceniczne deski. Była waga, z kamieni naturalnie, na szali której, wstrzymując oddech, dokładano po jeszcze jednym kamyczku… I wszyscy czekaliśmy, co się wydarzy. Artyści bawili się, jakby ten magiczny świat poznawali po raz pierwszy. A maluchy te proste obrazy przyjmowały z zaskoczeniem i zachwytem dla ich nowej perspektywy. Bo same kamienie przecież obce im nie są. Po przedstawieniu mali widzowie mogli dotknąć i pobawić się… niczym innym, jak kamieniami.

Zuzanna Talar

"Brzdęk, puk, stuk"
Theater o.N. – Niemcy

reżyseria, muzyka – Bernd Sikora
scenografia – Tina Schulle
scenariusz – Dagmar Domrös
produkcja – Eva-Karen Tittmann
obsada: Iduna Hegen, Uta Schulz, Andreas Pichler

8.10.2012

Króliczy dysonans

Mały chłopiec czekający na powrót mamy z długiej podróży dostaje prezent: aksamitną przytulankę. Historyjkę o staromodnej zabawce, która pragnie stać się prawdziwa, Teatr Groteska opowiedział, posługując się kilkoma technikami. Po pierwsze: maski, znak firmowy Groteski, wyróżniające aktorów grających zabawki, a wśród nich pajacyk, lalka, małpka. Dodatkowo każdy z aktorów animuje lalkę, personifikowane przedmioty: auto, pociąg, samolot lub zwierzęta: wyliniały konik na kółkach, tytułowy królik. Dodatkowo pojawiają się dwie cudne lalki króliczych kuzynów głównego bohatera, anatomicznie bliskie żywym długouchom, z umięśnionymi, żylastymi skokami. W dziecięcym pokoju jest duży tłok.

Co znaczy, że królik chciałby być prawdziwy? Jego pragnienia nie są związane z zieloną łąką i marchewką, ale sprowadzają się do pragnienia bycia kochanym i wynikającej z tego uczucia chęci poświęcenia się dla przyjaciela. Za poświęcenie królik zostanie nagrodzony wysłaniem do magicznego lasu – raju starych i zniszczonych, lecz ukochanych zabawek.

Scenografia i kostiumy nasuwają skojarzenie z wiktoriańską Anglią: główny bohater nosi czarne ubranko z białym kołnierzem, a jego ciotka ogromną suknię. Akcja toczy się nieśpiesznie, a nawet zbyt wolno. Trwający półtorej godziny spektakl śmiało mógłby być skrócony o jedną trzecią, oszczędność tekstu dobrze by mu zrobiła. Wystarczy raz powiedzieć, jakiego rodzaju prawdę królik ma na myśli. Dzieciaki są pojętne. Nie przepadam również za piosenkami puszczanymi z offu. W połączeniu z misternym i namacalnym, prawdziwym (!) światem maski i lalki nagrania tworzą trudny do zniesienia dysonans.

Z całego przedstawienia najlepsze są sceny dynamiczne, wymuszające skrót akcji. Po pierwsze wojna, którą chłopiec z królikiem toczą z domowymi sprzętami: batalion latających talerzy, dywizja imienia żelazka bez duszy, sztab główny żelaznego króla – ładnej lalki, którą aktorzy tworzą na oczach widzów z blaszanych rondli, tłuczków i misek. Po drugie: wyprawa do krainy duchów. Dość zaskakująca w budowanym tradycyjnymi środkami przedstawieniu animacja komputerowa rzucona scenę. Animacja na dobrym poziomie. Ten dysonans brzmi interesująco. Paskudne pająki, stado nietoperzy, wiedźma na miotle i ogarniający całą scenę pożar są w zgrabny sposób ogrywane przez aktorów. Moment, w którym chłopiec próbuje wyrwać się z uścisku zębatej kanapy, budzi dreszcz grozy. Szkoda, że całe przedstawienie nie dorównuje tym dwóm sekwencjom!

Magdalena Foks

„Aksamitny królik”
na podstawie powieści: Margery Williams
reżyseria: Adolf Weltschek
scenografia: Małgorzata Zwolińska
muzyka : Jacek Stankiewicz, Jerzy Kluzowicz, Estera Wityńska, Edmund Neupert
choreografia: Marta Pietruszka
obsada: Diana Jędrzejewska, Katarzyna Kuźmicz, Olga Przeklasa, Iwona Watemborska-Olszewska, Adam Godlewski, Paweł Mróz, Lech Walicki, Bartosz Watemborski, Agnieszka Cząstka

7.10.2012

Tańczyć każdy może

Dziś pierwsi goście zza granicy zawitali na festiwalowe deski. Byłam świadkiem spektaklu, który można by nazwać wisienką na torcie. „Kabaret na strunach” Teatru The Fifth Wheel z Niemiec dał pokaz wirtuozerii… marionetek. A właściwie aktorów, którzy w nie tchnęli nie tyle życie, co umiejętności taneczne, jakich można pozazdrościć.

W rytm znanych rytmów i szlagierów kilkanaście marionetek robiło ze swym ciałem co chciało, przecząc prawom fizyki i pokonując nasze, ludzkie ograniczenia. Konferansjer nie roniąc ani słowa, zapowiadał kolejne występy i nie było wątpliwości, z jakiego rejonu świata utwór przed nami. Z zapartym tchem czekaliśmy na gorące meksykańskie rytmy, hiszpańskie flamenco, taniec brzucha z dalekich Indii, koncert rockowy czy show Michaela Jacksona z obowiązkowym moonwalk. Przy tym ostatnim, przyznaję, popłynęła łza. Wzruszenie szybko ustąpić musiało jednak rozbawieniu, kiedy na scenę wjechał rozśpiewany cygański wóz. Aplauz widowni podczas każdego kolejnego występu tancerzy i śpiewaków mówił sam za siebie.

Fantastyczny pomysł, dopracowany w najdrobniejszym szczególe, ze smakiem i humorem. Trudno było nie zauważyć przyjemności, z jaką aktorzy grali, ale i ogromu ich pracy, bo stanęli oko w oko z najtrudniejszymi marionetkami. Te wymagające precyzji i wysiłku cuda o mrugających oczach i poruszające ustami wyszły spod ręki aktora i reżysera spektaklu Dmitrija Nomokonova. Publiczność po spektaklu nie chciała wypuścić artystów ze sceny, a najmłodsi teatromani mieli tyle pytań do wykonawców, że nie dali dojść do słowa dorosłym widzom. Tylko jednej osobie dorosłej udało przebić się przez tłum zafascynowanych dzieciaków. Zapytała, kiedy znów będzie można zobaczyć zespół w Warszawie. To też mówi samo za siebie…

Zuzanna Talar

"Kabaret na strunach"
Teatr The Fifth Wheel – Niemcy
scenariusz: Dmitry Nomokonov
reżyseria: Petr Vasiliev
scenografia: Ekaterina Petukhova
lalki: Dmitry Nomokonov
obsada: Dmitry Nomokonov, Lisa Sallier

7.10.2012

Kabaret na strunach

Każdy miłośnik teatru lalek choć raz w życiu powinien zobaczyć marionetkową rewię. Ta klasyczna forma przedstawienia lalkowego rządzi się swoimi prawami. Jak każda rewia pozbawiona jest fabuły i składa się z niezależnych od siebie numerów. Artystom nie chodzi bowiem o przeprowadzenie artystycznymi środkami wywodu na jakiś temat, a o show, efekt, żart.

Kolejne sekwencje przedstawienia łączy postać konferansjera. „Kabaret na strunach” przyjechał na Festiwal KORCZAK z południa Niemiec, jednak jego autorzy są Rosjanami z Petersburga. To interesująca informacja, bowiem nasi wschodni sąsiedzi, nie tylko Rosjanie, ale też Białorusini, mają silne tradycje rewii lalkowych. Dali temu wyraz podczas dzisiejszych festiwalowych przedstawień.

Przewodnikiem po świecie „Kabaretu na strunach” jest lalkowy wąsaty jegomość, którego twarz znamy z festiwalowego katalogu. To umowny reżyser rewii, może dyrektor tego artystycznego miszmaszu. Raz jest Turkiem, kiedy indziej Hiszpanem lub Meksykaninem. Wodzirej zza ustawionego centralnie na scenie parawanu wprowadza widzów w atmosferę każdego numeru. Zapowiedź wywołuje na scenę parę aktorów-lalkarzy. On i ona ogrywają marionetkami utwór muzyczny. Przez scenę przewijają się: dwaj murzyni, siostry bliźniaczki, rockowe kościotrupy, torreador i jego ukochana, wielbłądziątko goniące motyla, a nawet Michael Jackson.

Siłą spektaklu jest wirtuozeria prowadzenia skomplikowanych lalek, które nie tylko tańczą, ale też poruszają ustami, zamykają oczy, potrafią się rozebrać, wziąć do ręki przedmiot lub odtworzyć symultanicznie skomplikowany układ choreograficzny. Fantastyczny jest taniec brzucha w wykonaniu pulchnej marionetkowej Turczynki, która wykluwa się z orientalnie zdobionego kwiatu. Wbrew tytułowi przedstawienia, który wskazuje na przywiązanie artystów do techniki marionetkowej (tu w rozumieniu „lalki na niciach”), twórcy kilkakrotnie decydują się na przełamanie konwencji. We dwoje animują lśniącą drewnianą figurę fakira. Rozśpiewani „desperados” oprócz strun są wyposażeni w wystające z głowy druty. Konferansjer to pacynka z czempurytami służącymi do poruszania rąk. Finałowy numer pod hasłem „tabor cygański” wykonuje imponująco liczny chór stopniowo ujawniających się gąbkowych lalek z ruchomymi ustami. Szaleństwo!

Magdalena Foks

Teatr The Fifth Wheel – Niemcy
scenariusz: Dmitry Nomokonov
reżyseria: Petr Vasiliev
scenografia: Ekaterina Petukhova
lalki: Dmitry Nomokonov
obsada: Dmitry Nomokonov, Lisa Sallier

7.10.2012

Inny słowik

Andersen o "Słowiku" wie swoje, ale autor sztuki, która powstała w oparciu o tę baśń, František Pavliček obdarzył znanego nam wszystkim chińskiego cesarza o wiele głębszą mądrością. To otaczający go poddani zarażają ograniczeniem w myśleniu i stają się złym doradcą. Sam cesarz pyszny co prawda i łasy na atrybuty władzy, nie ugina się jednak pod naporem mało światłych dworzan. Gdy japoński pisarz goszczący na cesarskim dworze najbardziej ceni tu śpiew słowika, budzi powszechne oburzenie. Cesarz chce posłuchać tego cudownego ptaka. Mądry władca jednak mimo aplauzu gawiedzi nie chce dla niego klatki, nie pozwala zatrzymać siłą. Dostrzega piękno w tym wolnym stworzeniu, które raczy swym cudnym śpiewem tylko wtedy, kiedy chce. Nawet złoty, mechaniczny słowik, dar od japońskiego cesarza, nie budzi w nim takiego zachwytu, co w dworzanach. Cesarz pozostaje zamyślony i niepewny własnych odczuć. Rozkochany w urokliwym dźwięku prawdziwego słowiczego głosu, pozbywa się pozytywki i swych niemądrych dworzan.

Spektakl jest wyprawą w nieznane, chińskie klimaty. Aktorzy mówią i poruszają się w charakterystyczny dla mieszkańców tamtej części naszego globu sposób. Kostiumy, scenografia, muzyka konsekwentnie utrzymane są w konwencji tej egzotycznej dla nas Europejczyków kultury. Brawa za to! Mój syn, który wstał dziś lewą nogą i do teatru pójść nie chciał, z przedstawienia wyszedł zachwycony i powiedział, że jeszcze takiego spektaklu w Guliwerze nie widział.

Zuzanna Talar

"Słowik"
Teatr Guliwer
Autor: Hans Christian Andersen
Przekład: František Pavliček
Reżyser: Ewelina Pietrowiak
Scenografia: Szymon Gaszczyński
Obsada: Jacek Kiss, Jacek Poniński, Georgi Angiełow, Tomasz Kowol, Krzysztof Prygiel, Joanna Borer, Ew Scholl, Honorata Zajączkowska, Paweł Jaroszewicz, Elżbieta Pejko, Justyna Samborska (głos Słowika)

6-7.10.2012

W multimedialnej kuchni

Techniki multimedialne są dość szeroko reprezentowane na tegorocznym festiwalu. „Czarnoksiężnik Oz”, „Aksamitny królik”, „Farfalle”. Każdy z nas ma upodobania i nie musi ich uzasadniać. De gustibus... Ja z zasady do multimediów w teatrze podchodzę ostrożnie, bo niestety często zdarza się, że artystom wydaje się, że za nowoczesne medium wystarczy rzutnik podpięty pod komputer. Kilka obrazków rzuconych na ścianę ma „robić efekt”. Obawy obawami, a do tej pory multimedia festiwalowe były strzałami w dziesiątkę.

„Najmniejszy bal świata” Teatru „Baj Pomorski” w reżyserii Pawła Aignera to pod tym względem rewelacja. Znana z telewizji technika blue box wprowadzona do teatru, a szczególnie teatru lalek, daje kapitalne efekty. Tradycyjnie uwagę widza przykuwa scena, tu błękitne pudełko. Odbywające się w umownej próżni działania aktorów częściowo przysłania rząd lamp i kamer. Dalej malutka scenka z miniaturowymi mebelkami, scenografia, która zostanie naniesiona na błękitną nicość. Rzut okiem na pulpit realizatora umieszczony z boku sceny, z mnóstwem przycisków i suwaków. Do tego kamera z ręki wędrująca tu i ówdzie. Na koniec efekt złożenia planów, który jest widoczny na dwóch dużych ekranach. Oto niemal doskonała synteza filmu animowanego i teatru lalek. Koagulacja dokonywana na żywo.

Zastosowanie blue boxa w teatrze godzi w podstawy problematyki teatru animacji. Przykład: trik blue boxa polega na ukryciu koloru niebieskiego w finalnym obrazie złożenia planów. Dlatego pojawiający się na scenie animatorzy ubrani są w błękitne kombinezony skrywające całe ciało. Przestawiają błękitne klocki, po których wspinają się aktorzy, animują szal z lisa, przynoszą potrzebne rekwizyty. Ich praca jest widoczna jak na dłoni. A jednak w finalnym efekcie na ekranie są całkowicie niewidoczni. Czy powinno się zatem mówić o ukryciu czy odkryciu pracy animatora? Od czasu wyjścia lalkarzy zza parawanu sprawa ta stale powraca w rozważaniach na temat istoty teatru animacji. Temat do dalszej refleksji.

Jedną z dużych atrakcji spektaklu są zabiegi dekonstrukcyjne. Pokurcz, przyjaciel głównej bohaterki, od początku (na ekranie) jest niezgrabnym zlepkiem części ciała. Efekt uzyskano ubierając go w niebieski kombinezon odsłaniający kawałki ciała: twarz, po kawałku ręki i nogi. W jednej ze scen Pokurcz rozpada się na części (na ekranie). I znów rezultat związany jest z umiejętnym odsłanianiem i chowaniem części ciała w niebieskich rękawach i nogawkach. Prezentując widzom sekrety multimedialnej kuchni reżyser na ich oczach zdekonstruował cały obraz, który rozpada się i składa niczym Pokurczowe ciało.

Tak zaawansowany technicznie show stawia pytanie o miejsce tradycyjnej lalki/formy teatralnej, w znaczeniu konkretnego obiektu materialnego we współczesnym teatrze. Najciekawsze jest zetknięcie obu rzeczywistości. Klasyczna animacja (paszcza lisa) wzbogacona o efekty (powiększenie, zderzenie obrazów) z komputera.

Fascynujące! Temat (równie ważki) treści przedstawienia i jego odbioru przez widownię pozostawiam na inną okazję.

Mateusz Przyłęcki, reżyser „Czarnoksiężnika Oz” Teatru Lalki i Aktora „Pinokio” korzysta z multimediów w sposób dużo mniej odkrywczy. Nie jest to zarzut, bo osiąga spójny, atrakcyjny wizualnie efekt. Funkcjonalna scenografia, system obrotowych o 180 stopni zastawek, które razem tworzą ograniczone z trzech stron pomieszczenie, jest doskonałym ekranem. Zabieg, jakim jest projekcja, stoi tu w jednym szeregu z innymi efektami teatralnymi. Burzą: migające światła, odgłos wiatru, ruch zastawek. Animacją wielkiej kukły Czarnoksiężnika Oza, przypominającej totem ludów z którejś z wysp Pacyfiku. Elementami tańca w scenach zbiorowych (oprócz aktorów „Pinokia” w przedstawieniu biorą udział artyści Teatru Chorea). I w końcu autobiograficzną opowieścią Oza ilustrowaną obrazami z rzutnika. Oz – jarmarczny magik – chętnie korzysta ze wszelkich technik uatrakcyjniających widowisko jego życia. I to ma sens. Przedstawienie mocne aktorsko ma w sobie dużo pozytywnej energii, którą potęguje gitarowa muzyka w przygotowaniu Piotra Klimka. Podobają mi się też formy parawanów na kółkach z wizerunkami głównych bohaterów poruszane na początku spektaklu przez Dorotkę. Lubię kolażową estetykę jakby wyciętych i lekko podrysowanych (komputer!) wizerunków. Bezpretensjonalne przedstawienie.

Magdalena Foks

"Najmniejszy Bal Świata"
Teatr "Baj Pomorski" – Toruń
autor: Malina Prześluga
reżyser: Paweł Aigner
scenografia: Jan Polivka
oprawa muzyczna: Piotr Klimek
reżyser obrazu: Marcin Klawiński
obsada: Dominika Miękus, Grażyna Rutkowska-Kusa, Andrzej Korkuz, Krzysztof Grzęda, Krzysztof Parda, Edyta Łukaszewicz-Lisowska

"Czarnoksiężnik Oz"
Teatr Lalki i Aktora "Pinokio" – Łódź
na podstawie powieści Franka Bauma
reżyser: Mateusz Przyłęcki
scenografia: Matylda Kotlińska
oprawa muzyczna: Piotr Klimek
kostiumy: Wanda Kowalska
obsada: Żaneta Malkowska, Anna Sztuder-Mieszek, Aleksandra Wojtysiak, Ewa Wróblewska, Łukasz Bzura, Piotr Szejn, Krzysztof Ciesielski, Mariusz Olbiński, Włodzimierz Twardowski oraz aktorzy Teatru Chorea: Janusz Adam Biedrzycki, Julia Jakubowska, Dominika Jarosz, Mateusz Łapka

6.10.2012

Grajkółko

Wyrafinowany. Być może kogoś to zdziwi, ale właśnie to słowo przychodzi mi do głowy na myśl o „Grajkółku”, przedstawieniu dla bądź co bądź kajtków z grupy wiekowej od pierwszego do piątego roku życia. Wyrafinowany to znaczy wymyślny i na wysokim poziomie, ale też, odwołując się do terminologii chemicznej, oczyszczony z domieszek.

„Grajkółkiem” rządzi zasada estetyczna wywodząca się z tekstu. „Gra kółeczko, graj kółeczko / Dźwięczy, śpiewa, tańczy, stuka / Jeszcze więcej / Nowych dźwięków chodźmy szukać”. Podstawowym budulcem scenografii są różnej wielkości ponacinane na bokach plastikowe koła, z których stopniowo powstaje trójwymiarowa konstrukcja. Okrągła jest przestrzeń gry – spory kawał czerwonej wykładziny. Kółko, kula, kamień otoczak. „Brak domieszek” objawia się w szlachetnym ograniczeniu palety kolorów pojawiających się na scenie, dominuje: czerwień, pomarańcz, fiolet oraz naturalny odcień sosnowego drewna, popielaty mat kamieni i metalowych dzwonków. Ta sama gama kolorystyczna odzwierciedla się w kostiumach. Nie ma miejsca na przypadkowe rekwizyty. Świat „Grajkółka” jest uporządkowany i precyzyjny. Tak też rozgrywa się afabularna akcja, której podstawą jest, zbiegająca się z wielokrotnie wypowiadanym tekstem-wierszykiem, choreografia. Rytm przedstawieniu wyznacza akompaniament na żywo. Flecistka, grając, przemieszcza się wokół sceny, wzbudzając na widowni duże zainteresowanie. Opozycja dźwięku – stukania, przesypywania, bulgotania i ciszy, buduje napięcie przedstawienia.

„Grajkółko” Teatru Atofri na dobrym poziomie wpisuje się z nurt teatru dla najnajmłodszych (Atofri to specjaliści od tego gatunku!). Prosty powtarzalny tekst, wyjaśnianie podstawowych pojęć (żywioły, dźwięki, kolory, faktury), poczucie bezpieczeństwa, niewielka ograniczona przestrzeń, ciepłe światła – taka oferta na pewno odpowiada maluchom i ich rodzicom. Do tego to wspaniałe uczucie, że autorzy przedstawienia poważnie traktują mnie i moje dziecko...

Spektaklom z udziałem (sic!) małych dzieci smaku dodają reakcje widzów. Prychnięcia pełne zachwytu, wystawione rączki, wyrywanie się na scenę. Trochę szkoda, że przedstawienie tak mało korzysta z tych sygnałów. Dopuszczenie wejść interaktywnych zawsze niesie ryzyko żywiołu nie do opanowania, jednak daje też szansę na zadzierzgnięcie bliższej relacji z widzem i budowanie nowych niespodziewanych znaczeń. „Grajkółko” pozostawia przestrzeń dla takich zachowań dopiero po przedstawieniu, kiedy każdy może eksperymentować z elementami scenografii. Coś za coś: albo precyzja, albo spontaniczność. Cóż – taka konwencja! Mimo to – polecam.

Magdalena Foks

Teatr Atofri (Poznań)
scenariusz i reżyseria: Beata Bąblińska, Monika Kabacińska
scenografia i kostiumy: Elżbieta Cios, Małgorzata Dyjak
tekst: Malina Prześluga
obsada: Beata Bąblińska, Monika Kabacińska, Sylwiana Firin-Gramowska (flet poprzeczny)

6.10.2012

„Bal” bez prądu

XVI Międzynarodowy Festiwal Teatrów dla Dzieci i Młodzieży ruszył pełną parą. Obie sceny Teatru Powszechnego otworzyły swe podwoje, a publiczności nie wykurzyła z teatru nawet awaria prądu, która na moment postawiła pod znakiem zapytania kontynuację przedstawienia z Torunia „Najmniejszy Bal Świata” autorstwa Maliny Prześlugi. Nagły niedobór elektryczności tak pięknie wkomponował się w rytm spektaklu, że kiedy jeden z artystów zapowiedział chwilową przerwę „w programie”, nikt z nas nie pomyślał nawet, że dla wykonawców jest ona zaskoczeniem.

Rzecz dzieje się w studio, gdzie nagrywany jest program telewizyjny o trudnych dzieciach. Bohaterem odcinka, który oglądamy, jest dziewczynka Migawka. Zbuntowana, arogancka, niegrzeczna wobec rodziców i ekipy telewizyjnej, nagle na planie zostaje sama. Szczęśliwa, że uwolniła się od mamy i taty, potrzebuje tylko chwili, by za nimi zatęsknić. Ale powrót rodziców okazuje się nie być prosty i oczywisty. Migawka wyrusza na ich poszukiwania. Musi się jednak wiele nauczyć i pokonać niejedną słabość, by odzyskać „mamusię i tatusia”. Widownia, która oczywiście staje się widownią programu telewizyjnego, sekunduje dziewczynce przy jej karkołomnej wyprawie w głąb siebie, śledząc wydarzenia na ekranie i scenie zarazem. To niepowtarzalna okazja do śledzenia żywego planu czy podejrzenia technik telewizyjnych i filmowych. Nad publicznością co jakiś czas słychać było odkrywcze: „A więc tak to się robi…”A Migawka, wkładając dużo pracy i samozaparcia, z rozwydrzonego i niesfornego dziecka, staje się wyważoną dziewczynką, znającą wartość szacunku, zaufania i miłości do drugiego człowieka.

Przedstawienie mądre, prowokujące do myślenia tych, do których jest adresowane, czyli starszych spośród młodszych. Zaaranżowane przez reżysera Pawła Aignera w innej niż proponowana przez autorkę rzeczywistość jest ciekawą, multimedialną propozycją.

Zuzanna Talar

„Najmniejszy Bal Świata”
Teatr „Baj Pomorski” - Toruń
autor: Malina Prześluga
reżyseria: Paweł Aigner
scenografia: Jan Polivka
muzyka: Piotr Klimek
wocal: Maria Dąbrowska
reżyser obrazu: Marcin Klawiński
operator obrazu: Piotr Zarzycki, Waldemar Dziomba
obsada: Dominika Miękus, Grażyna Rutkowska-Kusa, Andrzej Korkuz, Krzysztof Grzęda, Krzysztof Parda, Edyta Łukaszewicz-Lisowska


Copyright 2012 (C) Korczak. Realizacja: MATEO